Adam Mickiewicz – Sonety krymskie

Sonety Krymskie Adama Mickiewicza składają się z osiemnastu wierszy. Napisane w czasie emigracji, pobytu Mickiewicza na Krymie. Wszystkie wiersze są ze sobą powiązane, razem składają się na cykl i w taki też sposób powinny być postrzegane. Mimo, iż każdy wiersz można analizować oddzielnie, nie wolno zapominać o tym, że są częścią zwartej całości.

Ogólnie o Sonetach powiedzieć można tyle, iż każdy z nich ma ścisły związek z przyrodą i otoczeniem oraz odczuciami, jakie towarzyszyły poecie – obserwatorowi. Jak powszechnie wiadomo sonet składa się z dwóch części: opisowej i refleksyjnej. Mickiewicz, jako człowiek bardzo dobrze zaznajomiony z literaturą, celowo wykorzystał właśnie taką konstrukcję poetycką. Sonet jako kompozycja spełnia w cyklu rolę znaczącą – poprzez identyczną liczbę sylab, średniówkę, rymy oraz przerzutnie posiada pewna fabułę, pokazuje konkretną sytuację (dwie pierwsze strofy) i przemyślenia, jakie wywołała ona w poecie (dwie ostatnie strofy). Sonet jest zatem bardzo osobistym tworem, pełnym refleksji, gdzie można dogłębniej niż w innych kompozycjach zbliżyć się do poety.

Cykl zaczyna się od Stepów Akermańskich. Nie jest to raczej kwestia przypadku, lecz świadomy zabieg autora, ponieważ wiersz sprawuje, moim zdaniem, formę wprowadzenia do rozważań: „Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…” Każdy kolejny sonet jest drogą, jaką przebył poeta po obcej ziemi, aby wreszcie dojść do porozumienia z samym sobą; jest prywatną wędrówką poety, nie tyle po obcej ziemi, lecz bardziej po jego duszy, myślach, odczuciach – autorefleksja nad życiem.

W Sonetach Krymskich bardzo wyróżnia się motyw wędrówki. Jest to podróż przez obce ziemie, wyboje (doliny i góry). Ziemia wielokrotnie przedstawiona w postaci oceanu – dzika, nieujarzmiona, niezgłębiona, tajemnicza, obca. Choć czasem występuje w wierszach liczba mnoga „Stójmy!” oraz z treści wynika, iż pomiot nie jest sam w swojej podróży[1], tak naprawdę jest osamotniony, jest odludkiem, kimś innym niż jego towarzysze, wyróżnia się. Jest pogrążony w samotności, sam kontempluje swoją podróż, odkrywa, popada w nostalgię, tęsknotę. Ostatecznie podróż traktuje jako wędrówkę w głąb samego siebie.

Jednym ze znaczących sonetów z cyklu jest Burza. Znaczących, ponieważ o ile Stepy traktować można jako wstęp, początek rozważań do całego cyklu, rozwijanie przemyśleń, tak Burzę  jako pewnego rodzaju przełom, natłok rosnącej niepewności. Wiersz znów imponuje jako sonet, jest doskonale przemyślanym przez autora dziełem. Jego poetyckość pełni ogromną rolę w jego zrozumieniu: napisany trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie, o rymach okalających, żeńskich, klauzulowych (abba cddc efg efg). Autor zastosował liczne środki poetyckie: epitety „głosy trwożne gromady, pomp złowieszcze jęki…”, wyliczenia „zdarło żagle, ster prysnął, ryk wód, szum zawiei (…) szczęśliwy, kto siły postrada, albo modlić się umie, lub ma się z kim żegnać”, animizacje i archaizmy „wicher z tryumfem zawył, (…) wstąpił jenijusz żmierci i szedł do okrętu…”, przerzutnie „a na mokre góry wznoszące się piętrami…”, inwersja „ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki” Opisy zachowane w charakterze grozy, katastroficzny obraz, nieunikniony los, przegrana walka z żywiołem – burzą. Ale czy tylko? Czy wiersz jest tylko opisem zjawiska przyrodniczego? A może jest czymś więcej – rosnącym niepokojem, niepewnością, zwątpieniem? Wyrazem głębokiej samotności i rozpaczy? Dzięki zobrazowaniu świata w taki właśnie sposób widzimy, co działo się z poetą. Bo czyż „słońce krwawo zachodzi, z nim reszta nadziei” nie jest właśnie idealnym pokazaniem zwątpienia?

Zerwał się silny wiatr, wody stały się niespokojne, nadszedł mrok, ciemność, noc. Jak wiadomo, noc u romantyków niesie pewne metafizyczne doznania i tak też jest w tym przypadku – „przychodzi” śmierć i maszeruje jak żołnierz, uosabia się, przybiera postać. Coś abstrakcyjnego staje się realne, namacalne.

Załoga walczy z żywiołem, musi ostatecznie zmierzyć się z samą śmiercią „Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłoni, ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada, ci modlą się przed żmiercią, aby żmierć odegnać”. Wszystkich czeka taki sam los, mimo walki ze śmiercią nigdy nie wygrają.

W tekście nie wyróżnia się podmiot, jest ukryty, nie ujawnia się bezpośrednio, jednak można stwierdzić, że jest uczestnikiem zdarzeń, członkiem załogi[2]. Obserwuje całą sytuację, jest obecny – „Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie…” Dalej można przypuszczeć, iż jest on mędrcem, myślicielem (ostatecznie uosobiony z wieszczem, poetą – Mickiewiczem). Podróżnik trzyma się na uboczu, nie dzieli losów współtowarzyszy, prawi mądrości. Nie dotyka go katastrofa, natomiast przygląda się katastrofie. Zastanawia się (i może trochę też ocenia postępowanie swoich towarzyszy w obliczu najgorszego niebezpieczeństwa) nad człowiekiem. Stwierdza, iż człowiek postawiony w krytycznej sytuacji może zaznać spokój i szczęście tylko w trzech przypadkach: jeżeli przestanie walczyć i podda się losowi, przyjmie wszystko bez walki, kiedy ma w sobie nadzieję, umie się modlić (tym samym zdaje sobie sprawę, że jego los jest w rękach Boga i sam nic nie może zrobić, być pokornym, skruszonym i prosić o laskę, oraz gdy ma się z kim żegnać, to znaczy kocha, tęskni, ma na świecie kogoś bliskiego sercu i mimo osamotnienia wie, że ta osoba gdzieś jest, ma do kogo kierować swoje myśli, nie traci więc tym samym nadziei.

Opis burzy może być potraktowany jako odzwierciedlenie myśli poety. Czuje natłok narastającej niepewności, bije się z myślami, traci nadzieję, przeżywa jakiś wewnętrzny kryzys, w ostatnich jednak strofach próbuje spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, dostrzega pewne pozytywy, środki pomocne do bycia szczęśliwym nawet w trudnej sytuacji.

Burza, jako zwątpienie, rosnąca niepewność, walka z samym sobą pełni w Sonetach bardzo istotną rolę. Pokazuje, jak czuje się człowiek osamotniony, zmuszony do ciągłej walki z odchodzącą nadzieją, tęsknotą, wyobcowaniem.


[1] W zdarzeniach występują osoby, np. majtek: Sonet Żegluga; w Sonetach: Widok gór ze stepów Kozłowa, Mogiły Haremu, Czatyrdach, Droga nad przepaścią w Czufut-Kale ,Góra Kikineis występuje postać Mirzy – tubylca podróżującego wraz z poetą, oprowadzającego go po nieznanych lądach.

[2] Można to także z całą pewnością stwierdzić odnosząc się do innych sonetów, w których podmiot uwidacznia się bezpośrednio, a o którym także dowiadujemy się, iż żegluje z jakąś załogą, np. Żegluga – „Majtek wbiegł na drabinę, gotujcie się dzieci! (…) I mój duch masztu lotem buja żród odmętu.”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *