O poezji za grosze

Poezja. Niegdyś szanowana, doceniana i wielka. Porywająca tłumy, wyzwoleńcza, ku pokrzepieniu serc. Obecnie niestety jej rola znacznie zmalała, a i poeci nie są już tak szanowani, jak dawniej. Za taką zmianą postrzegania świata liryki stoi wiele czynników i było to raczej nieuniknione. Być może żyjemy w epoce, w której liryka rzeczywiście straciła na znaczeniu (wyparta, co stwierdzam z przykrością, przez Internet, który powinien raczej wspierać rozwój, zamiast go niweczyć). Tutaj problemem nie jest brak możliwości rozpowszechniania poezji, bo takich istnieje przecież mnóstwo. Mam raczej wrażenie, że ludzie przestali „myśleć poetycko”.

Zatrważający jest brak odbioru poezji. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach ktoś, kto czyta poezje jest traktowany jak szaleniec lub dziwak – niejednokrotnie spotkałam się z takimi opiniami. Jeszcze gorzej, jeśli sam tworzy poezje. Nie wiem, z czego to wynika, jednak jest to dla mnie bardzo smutne. Czytanie poezji kojarzy się już tylko z nudnymi (w większości – choć moje były cudowne) lekcjami języka polskiego w szkołach średnich, z obrzydliwym „wpasowaniem w klucz” przy interpretacji. To fakt, że szkoła bardzo zniechęca do liryki. Tłucze się do tych biednych zagubionych główek, że TRZEBA odczytywać wiersz tak, a nie inaczej (w ogóle bez żadnych innych kontekstów, byleby pasowało) i koniec. A każdy ma prawo rozumieć inaczej i myśleć inaczej. Szkoła zabija Inteligentnych Czytelników.

I niestety nie tylko szkoła – Internet jest kolejnym mordercą wartości. Łatwiej pośmiać się z durnowatych memów, „takich prawdziwych” przecież, zamiast zagłębić się w jakiś wiersz i odczytać z niego tyle PRAWDZIWYCH rzeczy, wzbogacając przy tym, chociażby, swój światopogląd. Kolejna sprawa – styl życia. Pęd za karierą, ale też za wygodnym życiem bez problemów (czy raczej przesyconym problemami – „Mam tyle na głowie, nie mam czasu na coś tak bezużytecznego jak czytanie, a zwłaszcza poezji!), życie bez wartości generalnie (mam na myśli życie emocjami, a nie uczuciami – liryka to przecież same uczucia, ale też wartości niezbędne do inteligentnego funkcjonowania, emocje również, słowem – jest wypełniona przeżywaniem po same brzegi). Bo mam wrażenie, że obecnie żyje się tylko po to, aby doświadczać jakichś dzikich emocji, pędzić i chwytać garściami jak najwięcej, nim przyjdzie śmierć. W takim świecie faktycznie nie ma miejsca na liryczność. Chyba jeszcze nigdy społeczeństwo nie było tak wypięte na poezje.

Za spadkiem zainteresowania liryką idzie spadek sprzedaży. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej księgarni, do działu z tanią książką, gdzie na stole lub w koszu można znaleźć naprawdę dobre pozycje. Począwszy od prozy (która de facto zdobyła Nagrodę Nike – mam tu na myśli bodaj Pióropusz Mariana Pilota), poprzez poradniki (Karmienie piersią – siedem naturalnych prawJak zdradzać, czyli poradnik dla niewiernego mężczyzny, lub Jak pozostać dobrym ojcem po rozwodzie) i na poezji skończywszy (tu takie tomiki, jak Uspokojenie Rafała Grupińskiego, Historia pewnej namiętności Janiny Falkowskiej, Teoria Słuchania Aliny Biernackiej, Zielnik miłosny i inne liryki Józefa Barana i wiele innych)

W takim to właśnie zamęcie taniej książki znalazłam coś niesamowitego – tomik Anna tłumaczy świat Hanny Kowalewskiej (książka zakupiona za 4,90 zł…). Erotyki niezwykłe, choć nie jest to, nie ukrywajmy, poezja najwyższych lotów (tutaj znowu ocena subiektywna sensu stricto). Najbardziej mnie w tych lirykach urzekła chyba własnie prostota, a jednocześnie dosadność myśli, przekaz „wprost”. Wiersze mają charakter trochę modlitewny, trochę wyznaniowy, miłosny. Dla mnie książka stała się przewodnikiem (może trochę pod wpływem tytułu), towarzyszy mi w ważnych momentach (dosłownie!). I jest niezwykła. Zdecydowanie zasługuje na większą cenę, niż przyznało jej wydawnictwo, czy też dystrybutor, u którego ją nabyłam. Hanna Kowalewska do poczytania tutaj.

Nie ukrywam, iż książki to naprawdę wydatek dość spory. Jednak, wiedząc jak to funkcjonuje „od środka” wiem, że nie może być inaczej. Wszystkim się wydaje, że ceny książek są przesadzone, albo że autor zażądał jakiegoś kosmicznego honorarium. Przykre myślenie. A o zarobkach pisarzy nie będę się w tym poście wypowiadać, bo to temat na głębszą refleksję. Z jakiej więc przyczyny powstają tanie książki? Trudno mi ocenić. Zwykle to za sprawą niskiej sprzedaży cena książki maleje. Nie wynika to zaś z jej jakości (cóż, nie zawsze). Można znaleźć naprawdę dobre pozycje (parę takich książek mnie powaliło, np. Czekaj na odpowiedź Dana Chaona, która jest dla mnie od paru lat niedostępna – poszukuje i nie mogę znaleźć; jakby ktoś cokolwiek wiedział – proszę o kontakt!) I kolejne przeświadczenie, które rządzi światem – tania książka to zła książka. Jest zła, jeżeli wybierze się dwie czy trzy pozycje, nie przyglądając się innym. Niestety, żeby coś znaleźć w koszu ze wszystkim, trzeba trochę poszperać. Ale gwarantuję, że warto!

Przykre jest też to, że tanie książki już przez księgarzy traktowane są jako te gorsze, z innej ligi. Bardzo mnie smuci, kiedy widzę kosz lub stół z tanią książką. Wszystko porozrzucane, poprzekładane z kąta w kąt (wiem, że ludzie są niewychowani i sami ryją tam jak dzikie świnie, ale obowiązkiem księgarza jest zadbanie o porządek i dobre eksponowanie towaru – nie wszędzie o tym wiedzą niestety). Kojarzy mi się to trochę z koszami z tanią bielizną w hipermarketach. Smutne i żenujące. I jak tam można znaleźć coś wartościowego?

Co z tą poezją? Chyba jej nie uratuję sama. Można by pomyśleć, że tania cena liryki poszerzy zainteresowanie czytelników, jednak nie jest tak. Bo problemem w przypadku poezji nie jest jej cena, a to, że ludzie już poezji nie czytują. Tu nam się koło zamyka – poezji nikt nie czyta więc traci na wartości. A skoro traci, ląduje na taniej książce z etykietką „literatura niegodna uwagi”.

Czytajcie, czytajcie poezję, drodzy Inteligentni! Nie dopuście do upadku uczuć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *